VHS KILLS WEB EDIT INDUSTRY

Wszystko zaczęło się od remindera fejsbukowego, który pokazał sie redaktorowi Tytusowi. 4 lata temu był Yeah Bunny. Udostępnił go na naszym tajnym krzyczboxie ze spostrzeżeniem „odkąd nie ma yeahbunnego to chyba nie było żadnej dłuższej polskiej produkcji filmowej“…

Ależ sie musiałem gryźć w palce ,ale że jestem przesądny, to nie chciałem za wcześnie nic pisać, żeby nie zapeszać.
Ja zrobiłem/stworzyłem ,a bardziej technicznie: wydałem w tym roku film dvd. I to nie internetowy długi metraż tylko namacalny film dvd z nadrukowaną płytką, okładką, pudełkiem, a nawet wkładką w formie albumu, że nie wspomnę o sekretach ukrytych w formie ARG.
Jak już opowiedziałem Tytusowi co i jak, to spytał „kawał roboty! nie chcesz coś napisać o tym na BH?“
Pierwsze co pomyślałem- Nie. Po co pisać o czymś, co powstaje tylko w 10 sztukach jako prezent dla znajomych na ogólnopolskiej stronie BH? Kiedyś napisałem pare recenzji gratów Soul Bike Co. po czym Piroboy skwitował- „po cholere pisać recenzje części których nie można dostać?“ nie sposób nie przyznać mu racji… Ale potem naszło mnie, kurde- ale ten mój biedafilm w sumie jest dobrym pretekstem żeby ugryźć temat który od dawna „sie dzieje“: zmierzch wydań DVD

Moim ulubionym hasłem w tym temacie jest ironiczny awatar Arabe z bmx.pl z catchprasem „VINYL KILLS MP3 INDUSTRY“. Na temat zmian w dziedzinie kinematografii można by napisać fajny artykuł. Niestety ja za bardzo wypadłem z obiegu i liczę że może Tytus podniesie rękawice i coś naskrobie. Ja chciałbym liznąć temat z innej strony- czy NIE TĘSKNICIE za filmami w „formacie” DVD?

Sztuczna pogoń technologiczna bardzo szybko przetasowała trendy filmowe w tym dziesięcioleciu. Chyba nawet poruszaliśmy ten wątek w Podcaście. Ja ledwo nadążyłem za tym co sie działo, bo okazało sie. że webedity które były obwiniane za zabójstwo wydań dvd, zostały zaszlachtowane przez InstaSlamy, czy wręcz w ostatnim czasie pojedyńcze triki wrzucane na portale społecznościowe…
Do czego zmierzam- może i młodzi wolą coś takiego- myk myk scroll paluszkiem, sekwa Garetta, mówię wow, daje like i scrolluje dalej.
Ale ja sie troche czuje jakbym dostał mokrą szmatą w pysk. Chodzi o ilość pracy poświęconej na przygotowanie filmu. Tylko napomknę w ramach kontrastu o molochach typu Props Issue ,ale ci który składali swoje edity w okolicach początku milenium doskonale wiedzą ile to było pracy. A już nie wspomnę o dinozaurach którzy składali za czasów VHS montując za pomocą dwóch „wideł“.  Te wszystkie jednotriczkowe wrzutki są swego rodzaju obrazą tego, co sie tworzyło jeszcze pare lat temu. Wymagają praktycznie zerowych nakładów pracy.
Ale popatrzmy też  z drugiej strony- czy miało sens dalej jeździć po stanach żeby nagrywać materiały do kolejnego Props Issue? Może formuła sie wyczerpała- może ludzie sie znudzili filmami w formacie dvd- o tym nikt nie pisze. Czy słusznie demonizuje postęp technologiczny? Może jednak tak jest lepiej? Nie używam więc sie nie wypowiem, pozostawię temat otwarty…

Pisząc format mam na myśli pewien schemat realizacji (apropo tego, że samo dvd jest już przestarzałe patrząc ile lat temu pojawił sie blu-ray) Jest to swego rodzaju skrót myślowy. Nie gańcie mnie za to, bo wiem, że było to już za czasów vhs ,ale jakoś utarło sie, że pełny metraż o sportach ekstremalnych z lat 2000-2010 ma stały podział na segmenty zwane „partami“. Zawody part, bio part, crashes itd. Do czego zmierzam- gdy ja zaczynałem jeździć (i warto wspomnieć, że wtedy web edity miały sie już dobrze) KAŻDY marzył żeby mieć swój part. Żeby nagrać tylko jego, żeby był tylko on w centrum uwagi, pod swoją muzyke…
I ja chciałem być tym kimś z kamerą kogo nigdy nie było. Kimś kto poświęcał swój czas na jazde, żeby nagrać najlepsze ujęcie turndowna za 34 podejściem. Kij z tym, że nagrywałem kompaktem sony, który miał tak słaby obiektyw, że ucinał głowy gdy chłopacy wybijali sie z rampy.
Najważniejsze że był FUN. Na prawdę lubiłem nagrywać to co sie działo. Te znajome mordy które robią z siebie głupków przed kamerą (Ej Malik, POKAŻ DUPE do kamery!) Cieszyłem że gdy Bańdo zaczął na prawdę kosić, myślałem sobie „kurde no hand przez corner, nie ma takiej biedy trikowej jak miała być, może da sie to oglądać“. Wiecie, w bmxie zawsze trafiają sie ludzie których nazywam „orbitantami“. Dwa przykłady z brzegu- Jamaj- rider i organizacja imprez, Banak- jazda i fotografia (i bunnyhop). Ktoś kto może nigdy nie wygra zawodów ,ale ogromną frajdę sprawia mu robienie czegoś, co nie jest jazdą na bmxie ,ale jest blisko z nim związane. Po pewnym czasie zorientowałem sie że „nic ze mnie nie będzie“ pod względem jazdy i orbitanctwo filmowe zaczęło mi sprawiać taką samą frajdę.

Nigdy jednak nie wrzuciłem tego filmu na szerokie wody. Długi czas projekcji , niedoróby realizacyjne i hermetyczne żarty, które dla ludzi z poza ekipy miały raczej zerową śmieszność skłoniły mnie do zachowania go tylko dla nas.

Choć muszę przyznać- było mi na prawdę miło gdy Arek Stefaniak napisał „czemu tego filmu nie było na filmfeście? Byłby fajny akcent z Klaudkiem“
Jednak po paru latach pojawił sie ciekawy aspekt- to co nagrywałem nabrało charakteru dokumentalnego. Okazało sie , że „przypadkiem“ nagrałem naszą młodość za którą lada chwila zaczniemy tęsknić…
W końcu po latach zebrałem to wszystko do kupy i skleiłem w „laurkę“ naszej młodości. Zrobiłem tylko 10 sztuk i jak sie okazuje- być może nawet nie rozdam wszystkich , bo ekipa rozjechała sie po świecie lub kontakt sie urwał. Masa roboty i załatwiania- okazało sie że authoring dvd to był pikuś. Najgorzej było z okładkami, bo już miałem doświadczenie z „kumatymi babami z zakładu poligraficznego“. Temat okładki musiałem obejść poprzez wykonanie jej w formie odbitek fotograficznych. Dało to też w sumie fajną opcje wykonania wewnętrznej wkładki, która przebija do wewnątrz przez przeźroczyste pudełko dvd.

 


Czy było warto. Kurde tak. Jest satysfakcja ze stworzenia czegoś takiego, że Ktoś kiedyś weźmie pudełko i powie „kurde a Matiz zamaist jeździć to nagrywał te nasze pierdzielenie“.
Dlatego ja osobiście Cenię długie metraże i wydania dvd. Crisowi Rye od Props-a należy sie pomnik (btw zapraszam na Podcast 84 w którym trochę o tym wspominamy) za to co zrobił przez te lata. Ogromnie doceniam też świrów którzy przenoszą realizacje na zupełnie inny poziom…
Mianowicie film który mam podpisany jako Irkuck 171- ależ sie ciesze że sobie go wtedy zapisałem , bo wygląda na to że został pokasowany z netu. Część z was pewnie go widziała lub kojarzy. Jest to absolutny majstersztyk pod względem wykonania, zajmuje u mnie  honorowe miejsce w prywatnym hall of fame. Warto wspomnieć że w tym wypadku nakłady pracy absolutnie nie mają odzwierciedlenia w końcowym efekcie. Jest to „sztuka dla sztuki“.
Otóż Irkuck 171 jest z pełną premedytacją nagrany starymi ,taśmowymi kamerami anologowymi. I nie chodzi tu o kultowe ujęcia z VXa jakie serwują np. GOPy, tylko jakieś mega stare, przechodzone VHSy które gubią ostrość i w dziwny, psychodeliczny wręcz sposób zniekształcają kolory. Jest to film masakrycznie ciężki do oglądania. Poszarpany, bez podziału na party, często przeplatany „przebitkami“ (czyli jadące auta, srający ptaszek, „pada deszczyk“, „komin kopci“ itp.) Mało tego- muzyka też prawdopodobnie jest w całości stworzona do tego filmu za pomocą syntezatorów i innych dziwnych urządzeń -jest chyba nawet ujecie jak nagrywają odgłosy ulicy dyktafonem i składają w programie. A już absolutnie urywa łeb „intro właściwe“ czyli plansze z napisami które prawdopodobnie są wykonane metodą stop-motion. Na koniec ruski gangster w kominiarce informuje nas ,ze soundtrack do filmu można nabyć w formie :kaseta magnefotonowa lub na szpuli. WCZUWKA: MI-LIO-NN. Gdy człowiek uświadomi sobie ileż pracy pochłonęło wykonanie czegoś takiego zaczyna inaczej patrzeć na każdy następny film.


Menu dvd- marginalny dodatek z którego

można wyczarować coś klimatycznego.


Zobaczcie sobie jak wspaniale zrealizowany jest w

Blu-Rayowym wydaniu RoadFools Box

 
Także bijąc do słów redaktora Tytusa- ja nie jestem w stanie zająć stanowiska w tym temacie. Ja tęsknie za wydaniami dvd, ale ktoś po „drugiej stronie kabla“ krzyknie: komu by sie chciało (dzisiaj) ślęczeć przed monitorem 45 minut!
Jednak tej pracy należy sie szacunek. To co widzimy aktualnie daje nam fantastyczny kontrast. Chylę czoła przed Gopami, że męczą sie z VXami. Podziwiam Zniszcza za ich film na ostatni YB. Szanuje Jankesa za pozbieranie w kupe NBD. I niezmiennie- czapka z główy dla Chrisa Rye że przez tyle lat odwalał taką robotę.
Bo być może taka dbałość o widza już nie wróci.

Pozdrawiam!
Matiz

W ramach bonusa dwa party które jako tako daje sie oglądać. Malik od zawsze mój ulubiony. Nie wiem czemu, jakiś taki pozytywny, wakacyjny „vibe”… Łuki nie jeździ już od paru lat, ściął też swoje prze-genialne, surferskie włosy. Miał niemożliwy progress- to byl człowiek z tych, którzy dołączają do ekipy i w pół roku nadrabiają 3 lata progressu…

No i nasz Klaud. Bo Klaudka nigdy dość 🙂

 

No Replies to "VHS KILLS WEB EDIT INDUSTRY"

    Leave a reply

    Your email address will not be published.