To było jeżdżone! #5 Sunday Second Wave

Czy wiedzieliście że Sunday został powołany do życia przez znanego i lubianego Jima Cielenckiego po opuszczeniu teamu Kink bmx?
Dziś z bębna maszyny losującej wypada: Sunday Second Wave!

gdy go oglądąłem w Propsach nic nie wskazywało, że Jim ma taki łeb do sprzętu!

Sympatycznemu riderowi o swojsko brzmiącym nazwisku możemy podziękować za stworzenie jednej z najciekawszych i innowacyjnych marek nowego milenium. Ale o tym za chwile. Historia Sundaya zaczyna sie w roku 2005, kiedy Jim rozstaje sie po 7 latach z Kinkiem i planuje założyć sklep bmxowy (tak wynika z cytatu na 23bmxmag). Niestety nie wiem jak pomysł sklepu skejtowo-bmxowego wyewoluował do powołania jednej z najbardziej poważanych marek lat 2000. Sytuacja od początku była ciekawa, gdyż od razu była widoczna jakaś korelacja z Odsysseyem. Najoczywistsza wskazówką było zastosowanie identycznych kolorów w gamie Sundaya i Odsy, a w szczególności charakterystycznych kolorów neonowych (fluorescent). Dzięki temu każdy mógł odtworzyć rower w kolorystyce Aarona Rossa przy użyciu części tylko tego producenta. Pod względem marketingowym Neonowa kolorystyka to było niezłe posuniecie- rozpoznawalność była na najwyższym poziomie i nie było żadnych naśladowców wśród innych marek. Co ciekawe- nie dowiemy sie kto był prekursorem trendu, gdyż w niektórych bikechceckach Ross ma już rowery w całości na Oddyssey-u z ramami FBM-a. FBM miał w ofercie neonowego Masterblastera (pozdro Hofek!) i jego nastepce Stairmastera (Aaron Ross promodel), co ciekawe Ross dostał sygnaturowaną rame na krótko przed przejściem do Sundaya.

Wiele na temat„filozofii“ Sundaya tłumaczy zakładka „about“ napisana przez Jima. Zasługuje na zacytowanie w całości:
Sunday launched in the spring of 2005. My primary goal from the beginning was to create products that addressed the reliability problems that riders have faced since the 1980’s. Back in ’05 ordinary frames were still struggling with the same-old “weight verses strength” issues that had limited riders for over two decades. Either a bike was “strong”, but heavy as a boat anchor, or a bike was “light”, but only lasted for a month or two. Worst of all, in both of these cases, the dropouts would still bend or pinch, top and downtubes would still dent, headtubes would still pop off unexpectedly, and rear triangles would still twist. As a pro myself, I was tired of dealing with all of this and I always felt that BMX deserved better. In response, Sunday was born. By implementing features like hollow dropouts, Wave tubing, 41-Thermal® heat-treating, and a level of detail in our design and manufacturing steps that had never been seen before, Sunday quickly became known for groundbreaking technical innovations and modern frame designs.

Ale od 2005 do 2nd Wave-a w 2008 jest mała luka. Dlaczego zatem mówimy dopiero o 3 ewolucji ramy? Głównym czynnikiem jest ówczesna dostępność. Dopiero 2nd Wave jak to sie mówi „wyrył sie w świadomosci“. Poprzednie ramy były słabo dostępne w naszym kraju (chyba nawet w cale) i „przeleciały bez echa“. Prześledzimy pokrótce ewolucje dzięki zakładce /history na sunday.com:

 2006 (Sunday Frame/ OG Frame)
In May of 2006, we released the Sunday frame which challenged the notion of how a BMX frame was to be made. Not only was it the first frame to be fully heat-treated using the 41 Thermal heat-treating process, but it boasts many other innovations.

 2007 (Sunday frame V2/ Sunday First Wave/ Sunday New Wave)
Less than a year after the release of our first frame, we released the First Wave frame to much surprise. The new tube shape (tu jest ten słynny Wave [przyp.red.]) stiffened and increased the durability of the double butted down tube which by it’s nature is prone to denting.

2008 (Sunday 2nd Wave)
We released the Second Wave and Ian Schwartz frame. The frames provided a lighter and slimmer continuation of the First Wave frame, plus tapered seat and chain stays were added along with hidden chain tensioners inside the back of the hollow dropout.

Takie combo to była wtedy niezła fura!

A teraz suche dane ramy 2nd Wave:

Proven 41-Thermal process
Lifetime warranty
top tube lengths: 20”, 20.5”, 20.75″ and 21”
head tube angle: 74.5°
seat tube angle: 71°
bottom bracket height: 11.75”
chain stay length: 13.75
weight: 4.75lbs (polskie sklepy podawały 2.4kg)

Pozostałe cechy:

41 Thermal– to sposób obróbki cieplnej firmy oddysey. Tutaj trzeba oddać, że faktycznie jest to gwarancja wysokiej jakości i wytrzymałości. Żeby wspomnieć tylko Norkowe korby Oddyseya z 2006, które chyba jeżdżą po dziś dzień! Norek masz je dalej?

Rury wave + gusset– chyba najbardziej charakterystyczny i najciekawszy element ram Sundaya. Dodatkowe karby na rurkach dodatkowo zwiększają sztywność.

tu chyba widać cieniowanie rurek względem 1st wave

wishbone– relikt lat 90. Rurki chainstaya nie są przyspawane prosto do mufy supportu, tylko są wpuszczone w element pośredni tzw wishbone.

puste haki– w myśl zasady że rurka jest sztywniejsza niż pręt , Jim zastosował haki puste w środku. Foto wraz z podpisem mówi samo za siebie

 

Dropouts on the original Sunday frame, circa 2006, are still in working condition. „Our hollow dropouts are more than double the strength of a solid 5mm plate dropout,” says Cielencki.

napinacze w haku– dodatkowy ,ale jakże fantastyczny element- haki są nagwintowane i jest puszczone przez nie malutka śrubka którą dokręcamy i w ten sposób napinamy łańcuch. genialne! (p.s pamiętajcie żeby zawsze ją odkręcać po dokręceniu koła ,bo jeżeli wam sie koło przesunie to ją wykrzywi i potem są problemy z wykręceniem)

do dziś nie wiem czy black magic to była nazwa koloru czy warstwa antykorozyjna…

i wiecie co? to działa.

wielokrotnie jeździłem na Sundayach, czy to „raciborskich“ (Mebel,Maniek,Borutan- pozdrowienia!) czy redaktora Patisona, i moim zdaniem nie ma sztywniejszej ramy. Rzekłem. Period. 2nd Wavy są do tego stopnia sztywnie ,ze jadąc na nich zawsze zastanawiałem sie co jest nie tak z tym rowerem. Jechało mi sie wręcz niekomfortowo, czołgowo, jakby pochodziła z 1998r i ważyła 3.5kg. Ale nawet moje złomy z tych lat sie chowały pod względem sztywności! No to co? szukałem co jest nie tak. Kąt głowki? Niski mostek i kiera? (ówczesny setup Mańka) Nie wiedziałem gdzie szukać źródła. A najgorszy był kontrast jak rama zachowywała sie „na kołach“ i w trakcie odrywania sie od ziemi. Po bunnyhopie wszystko sie zmieniało, bo rama była stosunkowo lekka jak na technologie w niej zastosowaną (wg danych 2.4kg) niewiele więcej niż parkowa hulajnoga (ok 2.1kg).  I nagle JEB! przy lądowaniu wszystko wracało do normy, bo rury z wavem nie tłumiły nic. Zero Flexu. Sunday natychmiastowo rewidował twoją technikę tłumienia lądowań powodując, że czułeś sie jak kloc drewna. Dysonans poznawczy to właściwe określenie.

Wspominałem o Raciborzu-
Racibórz w pewnym momencie Sundayami stał. I ja dziś już nie wiem czy to były dwie ramy po 3 właścicielu, czy jedna rama która w kolejności Mebel sprzedał Mańkowi, a Maniek Borutowi. Co daje i tak sążną wartość około 4 właścicieli, którzy nie jeździli na nim po bułki. I to jest cudownym namacalnym tropem niezniszczalności Sundayów

Maniek 360 flat drop na 2nd Wave, Wro 2010. Znany też jako śląski Blackman 😀  Żałuję że nie potrafię znaleźć dropa Mańka z garażu. Były chyba ze 3 próby, rozjebał dętkę, kostkę, ale nie Sundaya.

 

 

No i to w sumie sedno sprawy dlaczego naszym dzisiejszym bohaterem jest ta rama. Sundaye uchodziły za niezniszczalne.

 

Are Sunday’s unbreakable?
Jim- No steel frames are unbreakable, but we do our best to design the frame with a rider’s needs in mind
espn.com

 

Ian sie nie liczy hehe

Pamiętam że na wszelkie pytania „szukam dobrej ramy do steetu“, odpowiedź „bierz sunday 2wave- jest niezniszczalny“ padała zaskakująco często. Na tyle często żeby wyrobić sobie w głowie obraz ramy, która w całej swojej nowoczesności jest godnym następcą słynnych midscholowych legend typu Stronger than All czy Angel of Death. A nawet jeśli okazało by sie że nie, to podejście Jima do sprawy  (i dożywotnia gwarancja) było jak miód na serce. Trzeba cały czas pamiętać, że to nie była ręczna produkcja w USA, tylko dalej masówka z Taiwanu. Ja to szanuje jak niewiem co po dziś dzień!
Produkt otaczała też wspaniała aura- niby firma była nowa ,ale na-tych-mia-sto-wo zaskarbiła sobie rzesze fanów. Do tego fajne, proste szaty graficzne, miłe dla oka czcionki i kultowe już logo w komiksowym dymku. Sama już nazwa Sunday! budziła same pozytywne emocje. I jeszcze ten wykrzyknik!  Po prostu marka niczym nowa piosenka na radiowej liście przebojów- debiutuje od razu na jej szczycie.

Sunday Ian Schwartz wyróżniał sie 2 rzeczami- zintegrowaną sztycą i szpetnym malowaniem

I czujecie sytuacje, że Sunday mimo całej swojej innowacyjności szedł w sumie wtedy pod prąd? Tak- rama o takim zaawansowaniu technologicznym zdawała sie być spychana w niszę przez ogromne rzesze uczestników rewolucji wagowej. Imponujące 2.4kg  które jak już wspominałem- w zestawieniu z ramami z przed ledwo 5 lat było szokującym wynikiem, pod względem sprzedaży wydawało sie być przyćmiewane przez ramy z rurkami grubości puszek po konserwach ważących 2 lub nawet  1.9 kilograma. To był okres boomu na parkowe hulajnogi, toteż Sunday uchodził za ciężki steetowy czołg. I tak w moich oczach został zaszufladkowany przez ówczesną społeczność…

Patison na 2nd Wave, Nose to Smith

trzeba wspomnieć, ze Sundaye były stosunkowo drogie. Typowy cena za ramę w tamtym okresie to ok 800-1000zł. Sundaye bez wyjątku po 1250zł. W forumowych bikecheckach dało sie odczuć ze to produkt wyższej klasy. Taka wręcz nobilitacja. „zasuwałem całe wakacje na budowie żeby kupić sobie sundaya- osiągnąłem maxymalny poziom i teraz moge umierać szczęśliwy“. No ale to był fakt, taki rower na gratach Sundaya/Odsy kosztował wtedy małą fortunę….A już replika Rossowego Neona to był przejaw wysublimowanej,bmxowej ekstrawagancji (części w kolorze neon wymagały dopłaty,dobrze pamiętam?)
I celowo nie używam nadużywanego ostatnio określenia „klasa premium“ bo strasznie go nienawidzę (tym bardziej tego dzisiejszego znaczenia, czyli- żeby nie napisać prosto z mostu- „gówno w złotym papierku“) Sunday nie był premium. Chris King był premium. Sundaya nie kupowało sie by błyszczeć między znajomymi. Za coś takiego robiło wtedy Killorado. Dla mnie to zawsze była rama którą wybierali świadomi sprzętowo riderzy. Przy czerpaniu pełnymi garściami z przeszłości był naładowany innowacyjnością. I to taką która faktycznie działa, a nie pierdoły typu pionowe haki w Cardinalu.

Piter Śmieja na 2nd Wave, 2010

Parokrotnie byłem o włos od kupienia tej ramy. Ale nieszczęśliwie- zawsze trafiał sie Ian. A ja miałem jakąś barierę mentalną przez obcinaniem tej sztycy. I wiecie co? dziś trochę żąłuje. Było wtedy łykać borutanowego Iana. Żałuję, bo rama jest moim numerem jeden spośród częsci z lat 2000-2010. Serio- mimo całego mojego uwielbienia dla gratów z okolic roku 2000, pierwsze miejsce zajmuje Sunday 2nd Wave z 2008. Połączenie starego i nowego. Innowacyjność z poszanowaniem tradycji. Niczym samochodowy Resto-mod. Nawet gdybym nie umiał sie do niej przyzwyczaić to powiesił bym na ścianie w ramach wdzięczności. Wdzięczności za prace włożoną w zrewidowanie tak klasycznego do bólu elementu jakim jest rama. Dzięki Jim!

 

 
…. i tak pasowało by zakończyć. Ale cały, napisany w mega pozytywnym tonie artykuł musi zakończyć sie… hmmm rozczarowująco? Historia Sundaya, przynajmnie dla nas- Bmx Podcastu- zakończyła sie wraz z odejściem Jima Cielenckiego w 2014. Sunday w okolicach ramy Soundwave/Motoross itd zaczał sie rozmieniac na drobne. Pierwszym niepokojacym objawem było pojawienie sie seryjniaków. Doszło tez do patologii na rynku wtórnym- ramy z seryjnego Fundaya były sprzedawane jako pełnoprawne aftermarketowe Fundaye. Wykrylismy i wytknęlismy to przy przeglądzie sprzętu w  #34 odcinku Bmx Podcastu
by w #50 dowiedzieć sie, że Jim opuszcza Sundaya.

 

Osierocony Sunday jest cieniem samego siebie, klepiącym nijakie, nie przykuwające uwagi ramy.
(ze spuszczonym nosem szarpie za sznur ,a opadająca kurtyna podnosi kurz z desek sceny. Realizator po kolei wygasza światła.)
Matiz

mógłbym takiego mieć! (bmxmusem.com)

 

Bonus

 

No Replies to "To było jeżdżone! #5 Sunday Second Wave"

    Leave a reply

    Your email address will not be published.