Relacja: Mistrzostwa Polski Białystok 2015

tekst – Koczkodan, zdjęcia – Maciek Bagiński

Od 10-tej jubileuszowej edycji Mistrzostw Polski BMX w Białymstoku minęło już trochę czasu, ale lepiej późno niż wcale. Zwłaszcza, że początek roku jest dobrym momentem na różnego rodzaju wspominki i podsumowania. Swoją drogą mam pewien problem matematyczny z tą “10-tką”. Czy przypadkiem nie są to 11-te mistrzostwa licząc te z 2006 roku na Jutrzence (kiedy w Białym panował chwilowy deficyt krytych parków)? I nie mówię tu ani o Snickersie ani tym bardziej o Jutrzenka Come Back. Zostawmy to jednak i przejdźmy do rzeczy.

6 (1 of 1)

Białystok to ważne miejsce na mapie polskiego BMXa i chyba nie ma sensu specjalnie się nad tym rozwodzić. To po prostu fakt. Jedna z pierwszych naprawdę dużych ekip, SPUD no i oczywiście skatepark Rytm, na którym odbywały się pierwsze edycje Mistrzostw. Mały, ciasny, ale nie wiem czy do tej pory powstał u nas obiekt, który na tak małej przestrzeni zmieściłby tak wiele. Typowo contestowy setup, który bezbłędnie weryfikował flow i umiejętności ridera. Zresztą w dużo większym i “swobodniejszym” obiekcie przy ul. Węglowej (czyli obecnej arenie zmagań) kierunek ten jest nawet nie tyle kontynuowany, co mocno rozwijany przez lata, oferując w tym momencie pokaźną liczbę linii którymi można płynąć po parku. Opinia, że jest to w chwili obecnej najlepszy pod kątem zawodów skatepark w Polsce nie jest wyssana z palca. Oczywiście ten układ dyskryminuje w znacznym stopniu riderów streetowych (którzy mają do dyspozycji jedynie maleńką sekcję), ale spójrzmy prawdzie w oczy – nawet jeśli przeszkody zapewniają równowagę na linii parkowcy-streetowcy, to i tak nie zapewnia to podstawy do rzetelnej oceny, która z tych grup zaprezentowała się lepiej. Widać to chociażby po Simple Session, gdzie parki bywały naprawdę nieźle “zoptymalizowane” pod wszystkich, a wyniki i tak powodowały gównoburze (do tego tematu jeszcze wrócę). Dlatego miło, że zamiast nierealnej próby zadowolenia wszystkich, wizja rozwoju białostockiego parku jest spójna, a wprowadzane zmiany mają ręce i nogi. Zmiany często drobne, jak dodane w tym roku wąskie, profilowane wybicie do banku w sekcji streetowej. Niby nic, ale wystarczyło aby Jakub Guwer zmieścił tam barrel rolla i zgarnął nagrodę za best trick zawodów. Nie uprzedzajmy jednak faktów.

1 (1 of 1)

 

Na tegoroczne zawody przyszło nam nieco poczekać, bo aż do 5 września. Niby pogoda nie jest aż takim problemem przy imprezie na krytej miejscówce, ale część osób chyba się jej wystraszyła, bo frekwencja mogłaby być lepsza. Podkreślam, że mówię tu głównie o starych wyjadaczach, bo młodziaków było całkiem sporo (duża w tym zasługa Alldaya który przysłał ich cały bus). To ważne, bo pamiętam Mistrzostwa, gdzie liczba pro znacznie przewyższała amatorów. Jasne, Białystok nie jest umieszczony zbyt centralnie, ale i tak pozostawało to dla mnie niezrozumiałe i dobrze, że w końcu się to zmienia. Zwłaszcza, że poziom kategorii amator był naprawdę solidny i chłopaki dobrze rokują na przyszłość. Szczególnie pierwsza trójka zawodów czyli Przemek “Pyrka” Woźniak, Maks Kowalczyk i Paweł Gos za jakiś czas może nieźle namieszać.

5 (1 of 1)

Zawody jak zwykle zostały rozbite na dwa dni. Pierwszego mieliśmy eliminacje, jam na hopach oraz after. Niestety ten drugi punkt nieco zawiódł moje oczekiwania. Było już dość ciemno, oświetlenie niby jakieś było ale bez szału, brak muzyki i 3 skaczących na krzyż wprowadziło mnie w lekką senność. Rozbudziłem się dopiero kiedy jeden z przedstawicieli dużych kółek w efektowny sposób złamał widelec, nie dolatując do lądowania. Na szczęście obyło się bez ofiar w ludziach. Nijak się to wszystko ma do jamu w 2012 roku, jeszcze na starym dircie, z porządnym oświetleniem, kapelami przygrywającymi na żywo, grillem i meczem Euro 2012 Polska : Czechy puszczonym z rzutnika (ok, może akurat ten fragment chciałoby się wyrzucić ze swojej pamięci raz na zawsze). Pochwalić należy natomiast sam rozwój miejscówki: hopy są duże, rozpędy szerokie i solidnie wykonane. W ogóle widać że ulica Węglowa się rozwija, obok powstały jakieś miejsca rekreacji i nie jest to już takie odludzie jak jeszcze przed paru laty. Jeżeli chodzi o after, to termin imprezy zbiegł się z festiwalem Up to Date i to tam dzięki Jankowi, który zapewnił wejściówki spędziliśmy after. Nie moje klimaty, ale mało pamiętam, więc chyba było spoko.

4 (1 of 1)

Drugi dzień to oczywiście finały. Najpierw amatorzy, o których już pisałem, ale dodam tylko tyle, że fajnie było zobaczyć jak chłopaki nie tylko robią coraz lepsze sztuczki, ale też starają się przy tym wykorzystywać jak najwięcej przeszkód i łączyć triki w płynne przejazdy. Na sam deser dostaliśmy prosów i tutaj już nie było taryfy ulgowej. Jak zwykle w czołówce mieliśmy zarówno specjalistów od flow jak i typowych “klepaczy” (bez urazy, po prostu uwielbiam to określenia zasłyszane kiedyś od Wichra :). Rafał Kierc zaprezentował nam m.in. 720 przez spine, Waldemar “Zombik” Iwanowicz kręcił trójki raz w jedną raz w drugą stronę, a wspomniany Bartek Breś pływał po całym parku. Patryk Teul jak zwykle pokazał nam kilka niezłych kos na dużej prędkości i wysokości, niestety chyba trochę za bardzo się podpalił, co skończyło się kilkoma podpórkami. Pogodził wszystkich Marcin Oskiera, którego oba przejazdy były nie tylko bardzo płynne, ale też konkretne pod względem sztuczek i zasłużenie moim zdaniem wygrał te zawody. Wszyscy startujący mieli też szansę podbicia wyniku “lastrykami”, ale ostatecznie skończyło się tylko na próbach. Skejcik chyba nie mógł się do końca zdecydować co chce zrobić, bo przy każdej z trzech prób podejmował się czego innego, Wicher chciał zrobić flarę z barem, Jakub Guwer flip-whip transfer, a Dymek 180 double tailwhip do fakie (wcześniej podczas treningów w tym samym miejscu odjechał 180 tailwhip to barspin). Ponownie chyba najbliższy sklejenia był Oskier, który wcisnął pocket walla w samym kącie parku, kuląc się pod jego sufitem. Niestety jedna z prób skończyła się dziurą od pega w kasku (i dobrze, że tylko tym). Na koniec mieliśmy oczywiście dekorację zwycięzców, warto tutaj podkreślić, że wszyscy finaliści amatorów zostali w jakiś sposób nagrodzeni. Miły gest, podobnie jak darmowy poczęstunek w postaci hamburgerów dla wszystkich startujących. I to by było na tyle, można wracać do domu. Z podobnego założenia wyszła chyba pogoda, która przez cały weekend była jak najbardziej zjadliwa, serwując nam ściany deszczu i widoczność na 20 metrów podczas drogi powrotnej do Warszawy.

wicher (1 of 1)

 

Na początku wspomniałem o gównoburzach dotyczących wyników na zawodach BMX. Nie jest to oczywiście temat nowy. Ba, powiedziałbym, że stary jak same contesty. Nie będę tutaj ani bronił ani krytykował sędziów. Zwycięstwo Oskiera raczej nie jest zbyt dyskusyjne, najwięcej uwag było do miejsc 2-4. Jedni widzieli to tak, inni inaczej. Jedni mieli w rękach kartki i długopisy, inni nie. Sprawa prosta. Nawet bym o tym nie wspominał, bo to przecież standard, tym razem jednak poza wylewaniem żali pojawiły się konkretniejsze słowa i deklaracje. Czy pójdą za nimi czyny? Myślę, że przyszły, 2016 rok nam to pokaże. Stare chińskie przekleństwo “obyś żył w ciekawych czasach” pasuje tu jak ulał. Może być ciekawie, ale czy aby na pewno tego chcemy?

motilium generic

Review

  • My First Parameter 5.0

User Rating

0 (0 Votes)

Summary

Score

author-avatar

This author has not supplied a bio yet.

No Replies to "Relacja: Mistrzostwa Polski Białystok 2015"

    Leave a reply

    Your email address will not be published.