Recenzja: Widelec Haro La Bastille

   Widelec.
   Każdy z Was posiada widelec. Taki czy inny. Lekki, ciężki. Ale na pewno jest to część którą ciężko obdarzyć jakimiś emocjami. Klamka może mieć idealny kształt, gripy odpowiednią grubość, pedały wygodną platformę. Natomiast widelec? Nie dotykamy go bezpośrednio. Nie wpływa na masę rotującą.
   Jedak jeden parametr wpływa znacząco na jazdę. Nie mam tutaj na myśli wagi ( nie – 150 gram na widelcu nie zrobi Wam dużej różnicy w jeździe ). Jednak wyprzedzenie wpływ już ma. Co to jest wyprzedzenie? Odległość osi piasty przedniej od pionowej osi widelca. Po co nam to? Im większe wyprzedzenie tym stabilniejszy rower przy większych prędkościach ( patrz jazda na dirtach ). Im mniejsze wyprzedzenie tym łatwiejsze tricki na przednim kole ( patrz flatland ).
   Kiedyś były tylko dwie „szkoły” jeśli chodzi o wielkość offetu. 32-38mm oraz 0mm do flatlandu. Jednak z czasem ( zapewne jakieś 15 lat temu ) streetowcy zaczęli wciskać flatlandowe wygibasy w swoich liniach i powstała nisza na rynku. Widelec z małym offsetem, który wytrzymał by grindowanie.
   Niewiele producentów tą niszę wykorzystało. Pierwszym popularnym widelcem tego typu był Primo Strand z offsetem 13mm. Wersja V1 była pancerna, niestety v2 pękała na koronie. Ostatnio AnimalBikes wypuścił widelec o offsecie bodajże 15mm.
   W tym momencie przejdę płynnie do testowanego przeze mnie widelca. Do szeregu teamu Haro dołączył Matthias Dandois. Zawodnik wprost ze słonecznej Francji, który uskutecznia flat na streecie. Producent zdecydował się na wypuszczenie dedykowanego widelca dla – Haro La Bastille. 15mm offsetu, kompatybilny z pegami, korek obrabiany CNC. Brzmi nieźle? Widelec najpierw pakowany jest w papierową owijkę kojarzącą się z bagietkami a następnie dopiero w karton co gwarantuje, że jego czarno matowy lakier przetrwa transport bez problemów. Waga oscyluje w okolicach 930 gram, więc należy raczej do grupy średniaków, jednak ta właśnie waga gwarantuje nam wytrzymałość.
   Testuję go już dłuższy czas w parkoflacie i muszę przyznać, że sprawuje się świetnie. Krótki offset ułatwia flatlandowe podcierki. Łatwiej się wchodzi na hang5, robi się nose manuale, footjamy. Natomiast fakt, iż nie jest to zerowy offset pozwala nam zachować pewną dozę stabilności przy okazji szybkiej jazdy. Nie polecił bym go do jazdy na trialsach 40km/h z przełożeniem 30/9, ale na dirtach też by był po pewnego stopnia znośny. Przesiadłem się z widelca spod znaku cienia o offsecie bodajże 25mm i różnica jest znacząca. Delikatnie krótsza baza kół, rower jest dużo bardziej nerwowy – co ułatwia rotację. Właśnie o ta nerwowość chodzi w temacie małego offsetu. Bieżnię łożyska ma zintegrowaną z koroną ( standard 45×45 ) a haki są pod oś 10mm, więc pasuje do każdego nowoczesnego roweru. Jedyną bolączką w moim odczuciu jest fakt, że producent umieścił w korku – skądinąd bardzo ładnie wykonanym – kwadratowy otwór pod grzechotkę zamiast znanego i lubianego imbusa numer 6. Całokształt ocenił bym w 10 punktowej skali na 8. Dlaczego nie więcej? Ciężko z dostępnością w naszym kraju ( polecam SkatePro.com.pl – darmowa wysyłka do naszego kraju, Polski język sklepu, Polska pomoc techniczna ) natomiast cena 599PLN wydaje mi się odrobinę za wysoka. Dlaczego nie mniej? 15mm offsetu, dobrze przetestowany przez team Haro, stosunkowo lekki, matowy. I ta magia części legendarnego Haro. Teamu, gdzie jeszcze jest klimat midschoolowego bmxa. Gdy zaczniesz przygodą z Haro to prędko jej nie skończysz – patrz Ryan Nyquist.  Firmy która przetrwała kryzys kończący etap oldschoolu. Bo nie byli łysymi, grubymi facetami.

Ja bym go kupił dla samego logo.

I na koniec zdjęcie owego widelca w moim rowerze:

No Replies to "Recenzja: Widelec Haro La Bastille"

    Leave a reply

    Your email address will not be published.