[Recenzja] Sprocket Shadow Sabotage 28T

Witajcie.

Dziwny to był rok. Pandemia, ograniczenia, maseczki, sasinowe wybory i inne bezdety. A przy okazji sprzedałem rower w którym miałem zębatkę Eclata którą możecie kojarzyć z jednej z wcześniejszych recenzji. Więc przyszła pora na nowe – Shadow Sabotage 28T w udziwnionej wersji kolorystycznej która już nawet nie jest dostępna a nazwa była tak kiepska, że nie zaamiętałem. Takie mam tempo pisania recenzji. Szara w różowe i fioletowe ciapki. Po truskawkowym mostku Shadowa i niebieskiej ramie w białe cętki chyba porzucę wszelką nadzieję na normalnie wyglądający rower.

No właśnie. Zębatka z guardem. Znowu 28 zęby, znowu plastikowy guard. Nic się nie zmieniło w moim przypadku. Ku woli przypomnienia napiszę tylko, że przerabiałem już Macneil Guard 30T, Million Dollara 25T oraz Eclata AK 28T.

Jakoś po tygodniu od wysłania miałem już paczkę. Zapakowana była w stylowy kartonik imitujący kształt trumienki plus folia. Oczywiście adaptery na 22mm i 19mm były w zestawie. Pierwsze wrażenie? Guard jest cieńszy niż ten Eclata. I znowu widziałem oczyma wyobraźni połamany guard, zerwany łańcuch, płacz, bół i krew. No nic – wpakowałem zębatkę w rower i poszedłem od razu na testy. Kompatybilność z korbą RMD ( tak, to TEN klon Primo Powerbite ) okazała się delikatnym problemem. Musiałem delikatnie podszlifować guarda, żeby wszystko spasowało, ALE finalnie się zgrało. Podejrzewam, że z korbą stalową/tytanową zgrało by się bez problemu.

Prędkość była taka jak zawsze. Wspominałem Wam już, że gdybym był prezydentem zakazałbym przełożenia 25/9 na korzyść 28/9? Ewentualnie 30/10. Mam dziwne spostrzeżenie. Ślizga się na boki na dizasterze. I nie mam tutaj na myśli lądowaniem tylnym kołem na półce a przednim na rampie a lądowanie samą zębatką na kątowniku. Całym ciężarem. Może nawet nie tyle ślizga co jest dużo trudniej utrzymać pion niż na Eclacie. Dobra, później sam się odpycham korbą od murka, ale sam etap lądowania to tragedia. Podejrzewam, iż jest to kwestia kombinacji szerokości samego guarda oraz materiału jago wykonania. Nie wiem czy jest to dokładnie ten sam plastiku co Eclat, ale jest chyba bardziej śliski. Sprawia wrażenie, że był projektowany tylko pod kątem ślizgów czy grindów a nie dizasterów. Szkoda. Wytrzymała rok, więc nie ma źle jak na plastik. Ubytki raczej niewielkie.

Czy poleciłbym tą zębatkę? No cóż. Na pewno nie jest tak pancerna jak wcześniejszy Odyssey czy chociażby Macneil za którym czuję tęsknotę. Tutaj dochodzimy do ceny. O ile tradycyjna wersja kolorystyczna to jakieś 179PLN to wersje limitowane to 269PLN. Dopłacać 90PLN za gorszy wygląd? Nie jestem pewien, czy jest to dobry interes. Chyba wolałbym to wydać na coś innego. Na przykład 900 gum kulek, jakąś oponę czy kilka par gripów. Moim zdaniem wersja w normalnym kolorze jest ok, jeśli nie robicie dizasterów. Ale jeśli robicie dizastery i chcecie kupić wersję kolorową – nie brałbym. Nie ma sensu. Z jednej strony można dać jakieś 8/10, ale z drugiej 1/10. Więc daje 5/10. Bo dizastery i dziwna polityka cenowa. Tak, wiem – wersja limitowana, ale ona wygląda jak po prostu pochlapana farbą. Gdyby to był dajmy na to deseń włókna węglowego, jakieś bardziej skomplikowane wzory albo drzewa tak jak u Tree było swojego czasu. 5/10.

Profilaktycznie napiszę, że zapasowy guard to 39pln, śrubki 18pln.

Koniec.

Gdzie zębatkę możecie kupić? Ja swoją mam ze SkatePro.com.pl

Edit.

Pół roku po napisaniu recenzji kliknąłem w link z zębatką. Jest nowa wersja limitowana za uwaga: 459 NOWYCH POLSKICH ZŁOTYCH. Zdarzało mi się rower taniej kupić.

No Replies to "[Recenzja] Sprocket Shadow Sabotage 28T"

    Leave a reply

    Your email address will not be published.