Recenzja: Koło przednie Eclat Cortex + Eclat Trippin XL

Rower.

Każdy z nas lubi na nim jeździć. Spotykać się razem ze znajomymi i jeździć. Jeździć na tripy i jeździć. No i jeszcze trochę pojeździć! Lecz czasem – zazwyczaj oczywiście w najmniej oczekiwanym momencie –  dochodzi do tego, że coś się w nim zepsuje.

Ciepły, bezchmurny letni – a właściwie jesienny dzień. Moje przenie koło, które złożyłem kilka lat temu na częściach marzeń wesoło trzeszczy zwiastując swoją śmierć. Piasta Demolition Mery-Kate ma rozbity korpus.Pomiędzy łożyskami a właśnie korpusem są luzy nie do zlikwidowania. Aluminiowe konusy już dawno straciły gwint przez co, zostały zastąpione stalowymi. Szprychy Primo, które posiadam przez większość mojej przygody z rowerem zrywają z samego patrzenia na nie. Obręcz KHE Big-V na którą polowałem dosyć długi czas, niestety ( przez swoją wagę ) nie wytrzymuje parkowej jazdy. Nastała więc pora więc się rozejrzeć za przednim kołem. Dotychczasowy set był stosunkowo lekki, lecz niestety ząb czasu, oraz moja workowata jazda dała się mu we znaki.
   Rozejrzałem się po ofercie sklepu SkatePro.com.pl i znalazłem ofertę kompletnego koła marki Eclat. Złożone na pieście Cortex na stalowej osi, dużych łożyskach, konusami na wcisk, dwoma hubguardami oraz dłuższymi boltami pod plastikowe pegi. Miodzio. Obręczy Trippin XL, która łączona jest nie na dwa, lecz trzy piny oraz szersza w stosunku do klasycznej jej wersji. Całość zapleciona z chorobliwie wręcz niemiecką precyzją na szprychach i nyplach tego samego producenta okraszona czarnym, błyszczącym się lakierem.
Napisałem do chłopaków ze SkatePro i paczkę dostałem kurierem po tygodniu oczekiwania, oczywiście bez cła. Koło zapakowane było w fajny duży karton, co może potwierdzić zwycięzca naszego ostatniego konkursu, który zgarnął identyczne koło ( i którego oczywiście pozdrawiam ). Szprychy dobrze napięte, żadnych uszkodzeń mechanicznych, końcówki osi bardzo dobrze zabezpieczone przed obiciem. Montaż do widelca Haro i opony Flybikes odbył się bez problemów. Warto w tym momencie dostać, iż na kole założona jest opaska. Jaka? Eclat oczywiście!

Wrażenia z jazdy są jak najbardziej pozytywne – piasta ma stalową oś, konusy bez gwintu, dwa duże hubguardy, więc raczej wytrzyma sporo. Ogromnym plusem jest fakt, iż guardy które są w komplecie perfekcyjnie chronią piastę jak i same szprychy. Zaznaczyć warto, że są wykonane z nylonu, więc nieźle się ślizgają. Obręcz jest szeroka, odpowiednia pod modne obecnie szerokie opony. Lakier zarówno przy zakładaniu opony jak i jazdy radzi sobie dzielnie. Mój styl jazdy w zeszłym roku był mocno toporny. Ostatnio stał się jeszcze bardziej toporny, gdyż wracam do sił po kontuzji kolan. 180 lądowane od razu na szurajce to norma. Zachaczanie butem o szprychy przy flatlandowych pocierkach to norma. Na szczęście obręcz się nie luzuje, szprychy się nie luzują, hubguardy nie pękają, piasta nie luzuje.
Podsumowując – owszem, są lżejsze piasty. Są lżejsze obręcze. Są lżejsze szprychy i nyple. Lecz jeśli poszukujecie koła które lepiej połączy pancerną piastę pod pegi, bardzo dobre nylonowe hubguardy, szprychy którym nie można nic zarzucić oraz obręcz która jest nie za ciężka i jednocześnie wytrzymała – ciężko znaleźć bardziej rozsądne połączenie obecnie na rynku.

Ocena? 9/10. Naprawdę nie ma się do czego doczepić. Jeśli bym już miał szukać jakiś minusów, to fakt, że koło jest dostępne tylko w czarnym kolorze, oraz może jedna piastę mogli by odrobinę odlajtować na korpusie.

Ale równie dobrze mógłbym się czepiać, że w zimę jest zimno.

No Replies to "Recenzja: Koło przednie Eclat Cortex + Eclat Trippin XL"

    Leave a reply

    Your email address will not be published.