Niedruk: Słoń na słoweńskiej ziemi

Tekst: Maciek Otrębski; Kwiecień 2015

Ok, to trochę tak, że minęły już prawie cztery miesiące od mojego powrotu ze Słowenii, a ja dalej nie byłem na rowerze. Bo tam było tak fajnie? Bo w nowym miejscu bardziej Ci się chce? Bo masz dość stagnacji, a taki wyjazd można zdefiniować każdym słowem, ale na pewno nie da się przypisać mojemu doświadczeniu terminu stagnacja? Ciężko jest wrócić do rzeczywistości, kiedy przez trzy miesiące masz znów szansę czuć się jak dzieciak i masz siłę jechać w deszczu na pociąg po to, by przez dwie godziny pojeździć na skateparku z palet. Romantyzmu na tyle, była też zima, teraz mamy wiosnę, a słońce i ziomki to dostateczny powód by ruszyć ze strychu rower.

Temat jest taki, ten krótki wpis miał być swoistym „scene report” słoweńskiej sceny BMX-owej, ale będzie raczej mało uporządkowanym zbiorem myśli i wspomnień jakie mam z mojego trzymiesięcznego pobytu w Słowenii. A byłem tam na praktykach, kolejny raz wykorzystałem szansę, że UE daje kasę dla młodych osób. Pracowałem w małej organizacji pozarządowej, która prowadziła przestrzeń coworkingową w Trbovlje – miejscu, do którego z pewnością żaden Słoweniec nie poleci Wam się wybrać. Znalazłem się tam, bo zainspirowało mnie do tego kilka osób – długa historia. Wylądowałem w Słowenii w październiku 2014, a razem rower razem ze mną. Tak, już wracamy do BMX-a w Słowenii. Proponuję taki układ: ludzie, miejsca, wydarzenia, luźne przemyślenia. Chronologia zachowana tylko na początku.

Tydzień przed wyjazdem wpisałem w google „bmx slovenia” i jednym z pierwszych rezultatów był profil na fb skateparku Urban Roof. Chwila ogarniania i okazało się, że pierwszy weekend mojego pobytu w Słowenii schodzi się z ulicznym jamem w Ljubljanie. Nie mogło być lepiej. Dziesięć minut później byłem już ustawiony ze Svitem, ziomkiem który stoi za wspólnym mianownikiem łączącym 20 cali ze skateparkiem Urban Roof. Dostałem kontakty do ziomków z Trbovlje i pierwszej soboty po moim przyjeździe znalazłem się w Renault Clio w drodze do Ljubljany. Jam miał bardzo czillowy klimat, pojawili się na nim goście z całej Słowenii, Chorwaci, Serbowie, kilku Włochów i jeden Polak. Przekrój wiekowy – od dzieciaków po dziadów, siebie stawiam gdzieś pośrodku. Jeśli chodzi o dziadów, myślałem, że może przypadkiem natrafię na Senada Grosica, którego pamiętam jeszcze z pierwszych numerów bunnyhopa jakie miałem w rękach. Senada nie spotkałem, za to na jamie był inny dziadek – Mario Markotic, jak się okazało dobry ziomek Senada. Poza tym, Svit okazał się spoko gościem, który od razu zaoferował mi kimanie na skateparku wraz z pakietem afterparty, taki dobry duch słoweńskiego BMX-a. Miałem też okazję odwiedzić jego chatę, tj. dom, który wynajmował wspólnie z kilkoma innymi riderami, deskarzami i rolkarzami, też zaangażowanymi w Urban Roof. Klimat.

Sabina Mrak

Posted by Urban Roof on 6 październik 2014

Klimat, no właśnie. Pierwsze skojarzenie z tym słowem jakie przychodzi mi do głowy po trzech miesiącach od powrotu do Polski to ROG. ROG to fabryka rowerów, która za czasów Jugosławii była głównym dostawcą jednośladów na całych Bałkanach. Dlaczego o tym piszę? ROG miało fabrykę w centrum Ljubljany. ROG upadł, a fabryka została, a w niej powstał squat, a razem z nim skatepark. To najlepsze miejsce na rower w Ljubljanie. Urban Roof jest czysty, odremontowany i dobrze oświetlony. Skatepark ROG jest zrobiony w 100% z odzysku, prąd jest na agregat. Zanim wybrałem się tam po raz pierwszy, od lokalsów słyszałem opinie, że jest bardzo “sketchy”. Może jest, ale to miejsce ma klimat. Słowo klucz. Luźne przemyślenie – pewien sklep z Wawy zaliczył tripa do Słowenii, nie relacji widziałem footage z ROGa – zbyt mało kolorowe, złe światło, a może zbyt brudno?

Powrót do ludzi. Kolejne dwie osoby, których nie mogę tu pominąć to Tomaz i Danijel – Ledenica Crew. Ledenica to jeden z bardziej wyeksploatowanych skateparków na jakich miałem okazję jeździć. Trbovlje. Tych dwóch młodych ziomków sprawiło, że złapałem zajawkę na nowo. Goście bez kompromisów – jak pada to idą jeździć w garażu, jak miasto nie remontuje skateparku to robią to sami. Czysta zajawka. Children of Bodom. Joint za jointem. Proste życie – szkoła, obiad, rower, hangout, spanie, powtórz. Z jednej strony widzę jak cieszą się tym co mają u siebie, a z drugiej strony mam nadzieję, że uda im się wyrwać z Trbovlje. Wiele tamtejszych dzieciaków ma problem z proporcją: zajawka na rower/deskę – trawa, a tych dwóch typów potrafi jakoś utrzymać balans. Ludzie z Trbovlje są bardzo specyficzni, bmxiarze też.

Emile – francuski wąsacz. Lat 20. Dziecko trailsów. Typ stał się kompanem moich wycieczek do Ljubljany i falafla późną porą. Zapoznany w Urban Roof, okazał się kolejnym obcokrajowcem z BMXem w Słowenii. Przyjechał tam na rok, na wymianę studencką. Ziomek robi najlepsze turndowny jakie widziałem, a przy tym jest najmilszym człowiekiem na świecie, który raz za razem nocował mnie, kiedy nie miałem jak wrócić do swojej mieściny, więc jeśli kiedyś pojawicie się w okolicach Tuluzy i spotkanie ziomka z wąsem zajaranego górkami z ziemi to przybijcie mu piątkę ode mnie.

Po drodze przewinęła się jeszcze masa spoko typów, którzy poratowali mnie noclegiem, skuwaczem do łańcucha, czy podwieźli na chatę, masa miejsc, do którym mam po co wracać. Przez te trzy miesiące odniosłem takie wrażenie, że słoweński bmx = DIY = punk. Klimat, który tam panuje przywołuje czas, w którym zaczynałem równolegle wsiąkać w 20 cali i hardcore punka, czyli jakieś 10 lat temu. Nie wszystko było podane na tacy, nie wszystkie części miały 20 wersji kolorystycznych, ale była czad zajawka i jakaś jedność w tym wszystkim. BMX = ludzie i miejsca.

couple clips at rog indoor 🙂

Posted by Tomaž Kolar on 7 grudnia 2014

motilium gastritis

Review

  • My First Parameter 5.0

User Rating

0 (0 Votes)

Summary

Score

author-avatar

This author has not supplied a bio yet.

No Replies to "Niedruk: Słoń na słoweńskiej ziemi"

    Leave a reply

    Your email address will not be published.