NIEDRUK: Master Musztarda Jam – 10 edycji.

Parę dni temu dowiedzieliśmy się o terminie kolejnej Musztardy, więc ciężko o lepszy moment na zaprezentowanie tego tekstu. Od pierwszej do ostatniej, Koczkodan był prawie na każdej, więc jest jedną z niewielu osób, która mogłaby opisać historię tej legendarnej imprezy flatlandowej w sposób kompleksowy. Dzięki kumplu! Jako bonus mamy dla Was zdjęcia od Kuby z ostatniej, dziesiątej edycji. Miłej lektury!

Tekst: Koczkodan, zdjęcia: Kuba Banak

Już ze trzy lata temu, jako stały uczestnik myślałem o jakimś podsumowaniu historii tej imprezy i przede wszystkim znalezieniu odpowiedzi na pytanie skąd bierze się jej fenomen. Jak z małego jamu flatlandowego wyewoluowała w wydarzenie, które bez przesady można nazwać czymś kultowym? Co rokrocznie przyciąga nie tylko flatowców, ale także osoby, które z jazdą na płaskim nie mają nic wspólnego? No i te 10 lat które minęły… Właściwie kiedy?

Master Musztarda 2014

Jest 15 lipca 2005 roku. Piątek. Siedzę na podłodze przedziału rowerowego i czekam aż za oknem pojawi się dworzec Toruń Główny. Pamiętam to wszystko tak dokładnie nie bez powodu: była to moja pierwsza impreza „wyjazdowa”, dlatego też nie wiedziałem czego się mogę spodziewać na miejscu. I nie mówię tu o jakichś obawach, raczej o zniecierpliwieniu, ekscytacji… Jednak mniejsza z tym, każdy z nas na pewno przeżywał coś takiego przy okazji swojego „pierwszego razu”. Gdy przeczytałem na pewnym prężnie działającym wówczas forum o jamie nazwanym „Master Musztarda”, nie wahałem się ani chwili. Z polskim flatem spotkałem się co prawda już wcześniej przy okazji Red Bull Busters, ale tym razem miała to być impreza typowo od pocierusów dla pocierusów. Tamten wyjazd na zawsze zostanie w mojej pamięci, bo dopisało dosłownie wszystko: pogoda, frekwencja, klimat, miejscówka (słynna już szkoła skąd tylko na moment przenieśliśmy się do skateparku obok lodowiska Tor-Tor, aby rozegrać mały contest) i najbardziej szalony after na jakim byłem – nic nie zostało wcześniej zaplanowane i tak bujaliśmy się całą watahą od klubu do klubu, gubiąc się kilkukrotnie, następnie znajdując, a także spotykając po drodze miejscową legendę – Cygana, elektryka wysokich napięć. Dla mnie pierwsza Musztarda chyba na zawsze będzie definicją polskiego BMXa z tamtych szalonych czasów, gdy wsiadałeś w pociąg i nie przejmowałeś się niczym – nie było opcji aby cię nie przywitano z otwartymi rękoma i nie ugoszczono. Zresztą dla mnie aż tak wiele się w tej materii nie zmieniło, tylko u młodszych dziwi ten strach przed spaniem na dworcu, jakieś hotele i inne cuda…

Master Musztarda 2014
Całe wydarzenie pozostałoby zapewne wspomnieniem tych plus minus 20 osób, które brały w nim udział, no może ktoś jeszcze skojarzyłby fragmenty z pierwszego Depo. I tyle. Toruniacy (z Łowką na czele) postanowili jednak pójść za ciosem i sprawić, że obok Mistrzostw Polski w Białym to właśnie Musztarda jest obecnie imprezą z najdłuższą historią wśród tych stricte BMXowych w kraju nad Wisłą. Druga edycja przyciągnęła już znacznie więcej osób. Przede wszystkim dały się na niej poznać dwie z nich, które w późniejszych latach stały się wizytówką nie tylko Musztardy, ale i całego polskiego flatu. Mam tu na myśli oczywiście Krasztesta i Maksymiliana. Pierwszy z nich zjawił się z ręką w gipsie, ale ani to ani padający deszcz nie zdawały się robić na nim większego wrażenia. Wymiatał i to ostro prezentując oldschoolową, dość siłową (acz nie pozbawioną technicznych przejść) jazdę, a wszyscy tylko patrzyli po sobie pytając „kto to jest?”. Maksymilian natomiast… no cichy, spokojny chłopak, który przyjechał z nami pociągiem z W-wy i zmył się z powrotem jeszcze przed afterem. Wystarczyło jednak parę lat aby zaczął brylować zarówno na rowerze jak i na imprezach towarzyszących, hehe. Musztarda stała się natomiast doskonałym miejscem aby obserwować jego progres i zmieniający się styl – od długaśnych kombosów robionych na wprost (wyćwiczonych na ulicy przed domem), aż po gustowne turbinki, których widokiem raczy obecnie mieszkańców Państwa Środka.

Master Musztarda 2014
Kolejne dwie edycje zlewają mi się już w jedną… Obie były zorganizowane na wspomnianej wcześniej szkole i tu już zaczynał się konkret: DJ’ka, napoje, nawet jakiś poczęstunek, większe zainteresowanie wśród osób postronnych – czyli w zasadzie wszystko to, co w dzisiejszych czasach jest już raczej standardem. Do tego aftery w klubie NRD połączone z wystawą zdjęć, która także jest już obecnie stałym punktem imprezy. I chociaż zainteresowanie wśród flatowców nie słabło (a rzekłbym, że właśnie wtedy było największe), to był to chyba ten moment w którym Musztarda wyszła poza ramy „jamu flatlandowego”. To wtedy Toruń zaczął być swego rodzaju „mekką polskiego BMXa”. Wiadomo, że określanie czegoś „mekką” jest dość wyświechtane. Tutaj jednak autentycznie można spotkać się z opiniami, że Musztardę w swoim BMXowym życiu po prostu trzeba zaliczyć. Choćby raz. A jak już ma się to za sobą to czeka się cały rok na następną i następną… Na jednej z tych imprez padło też słynne zdanie wypowiedziane przez Szotyiego: „nie ma Łowka, nie ma Musztarda”, które przeszło już do kanonu polskiego BMXa. Sam Szotyi zresztą również jako właściciel Dimension i sponsor nagród dołożył swoją cegiełkę i warto wspomnieć o nim opisując historię toruńskich jamów.

Master Musztarda 2014
O Musztardzie #5 zbyt wiele napisać już nie mogę, bo się na niej zwyczajnie nie pojawiłem. Żałuję, bo wiele osób wspomina ją jako najbardziej klimatyczną pod względem miejscówki: jamik odbył się w opuszczonej sali gimnastycznej, czekającej sobie spokojnie na rozbiórkę. Zdjęcia i relację znajdziecie w #13 BunnyHopa. Warto tutaj zaznaczyć, że szukanie zadaszonego spotu nie było zwykłym kaprysem, gdyż deszcze prześladowały Musztardę niemal od samego początku. Zawsze jakoś udawało się z tego wybrnąć, ale wiadomo było, że limit szczęścia kiedyś się wyczerpie. Stało się tak w kolejnym roku, gdy lało non-stop i niestety nie było opcji aby rozegrać zawody, czy chociaż pojeździć gdzieś razem. Tutaj jednak wychodzi przewaga tego typu jamów nad wielkimi, komercyjnymi eventami – wszystko da się załatwić. Kilka telefonów, rozkręcone rowery lądują w furach i wszyscy jedziemy do krytego parku w Bydgoszczy. Na miejscu po raz pierwszy rozegrano funky chicken contest, który wygrał oczywiście Koko, stając się w późniejszych latach prawdziwym kurczakowym dominatorem.

Master Musztarda 2014
Po takich problemach z aurą nie dziwi, że w następnym roku (gdy również lało niemiłosiernie) pojawił się mały namiocik nad miejscówką, a nawierzchnia została osuszona przygotowanym na tę okazję palnikiem. Nie wiem czy siódma Musztarda nie była przez to ściśnięcie się w jednym miejscu najbardziej kameralną ze wszystkich? Z pewnością była najbardziej urozmaiconą pod względem konkurencji: klasyczne zawody, funky chicken contest, cliffhanger contest, bunny contest… A na streetowców czekały jeszcze skrzynki przywiezione przez Andrzeja z Alldaya. Tylko ten deszcz…

Master Musztarda 2014
Dwie kolejne edycje to próba wyjścia ku ludziom, umiejscowienie jamu w pobliżu starówki obok tzw. „szafy”, czyli budynku teatru z fasadą stylizowaną właśnie na popularny mebel. Goście ze Słowacji, kilka nowych twarzy z Polski – pod tym względem w końcu jest jakiś znaczący postęp. O ile 2 lata temu wszystko odbyło się bez większych zgrzytów tak w zeszłym… No oczywiście. Deszcz. Nie ma jednak tego złego: część oficjalna przeniesiona na niedzielę, a w sobotę jednak przestało padać i tym oto sposobem Musztarda zawitała na chyba najbardziej kultowy flatowy spot w Toruniu, placyk obok dziekanatów Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Miejsca dużo, nikt nikomu nie przeszkadzał i było naprawdę sympatycznie. Wspomniałem o nowych twarzach, ale po tych 9 latach wciąż pozostało kilka starszych, pamiętających jak to wszystko się zaczynało i to jest piękne.

Master Musztarda 2014
Piękne było też uczczenie pełnej, musztardowej dekady. Master Musztarda Jam 10 okazał się naprawdę godnym jubileuszem. Tym razem zamiast w Toruniu impreza odbyła się w oddalonym o 60 km na południowy wschód Szczekarzewie. Parasiowy Flameland odwiedziłem już w zeszłym roku i wiedziałem, że jest to idealne miejsce aby właśnie tam spędzić ostatni weekend sierpnia. Nie brakowało jednak i obaw. Po pierwsze lokalizacja, chociaż korzystna dla zmotoryzowanych ze względu na swoje centralne położenie, pozostaje odcięta od środków komunikacji masowej. Poza tym spocik do flatu miał powstać specjalnie na potrzeby jamu i również pozostawał pewną niewiadomą. Do tego tradycyjnie pogoda, która w tygodniu poprzedzającym Musztardę nie była zbyt zachęcająca. A mimo to się udało. Frekwencja bardzo dobra, szczególnie wśród nie-flatowców zachęconych do przyjazdu nie tylko świetną zabawą na afterze, ale też jamikiem na mini rampie (który wygrał Wicher przed Wróblem i Mańkiem). Arena do flatu może i na pierwszy rzut oka nie wydawała się być zbyt okazałych rozmiarów, jednak w pełni dała radę. Warto wspomnieć, że zawody miały rangę Mistrzostw Polski. Ostatnie MP we flacie odbyły się w 2003 roku a tytułem przez te wszystkie lata cieszył się Łowka. Ponieważ całość odbyła się na zasadach open, mistrzem Polski został Czech – Martin Drazil. Drugi był Adam Pekař, a honor polskich flatowców uratował Angus. No właśnie. Tak pochwaliłem ogólną frekwencję, ale Mistrzostwa Polski Flatland gdzie na 14 uczestników aż 5 to nasi sąsiedzi zza południowej granicy… Czechom i Słowakom wielkie dzięki za to, że chciało im się jechać taki kawał (zresztą wyglądali na zadowolonych i na pewno nie żałowali przebytych kilometrów), ale nasi rodzimi pocieracze mają się z czego tłumaczyć i czego żałować. Gdzieś pomiędzy mini i flatem chłopaki próbowali jeszcze latać „bonedethowy” tor przygotowany przez Myczka, a potem był after – koncerty, ognisko, zabawa w fajnym towarzystwie – czego chcieć więcej? Pogody? Ta również dopisała, dzięki czemu można było pomoczyć dupy w pobliskim jeziorze. Bajka. Aha, jeszcze jedno – duetu komentatorskiego Marian-Łowka życzyłbym sobie jak najczęściej!

Master Musztarda 2014

Wróćmy jednak do początkowego pytania: na czym polega ten wspomniany we wstępie „fenomen musztardy”? Skąd on się bierze? Myślę, że spora w tym zasługa samego charakteru imprezy. Jak zauważyliście (lub nie) w tekście właściwie zupełnie pominąłem temat zawodów rozgrywanych podczas jamu (za wyjątkiem ostatniego, jeszcze świeżego w mojej pamięci). Były, odbywały się. Miejsca możecie sobie sprawdzić w internecie, ale tak naprawdę nigdy nie było istotne kto wygrał. Nie było takiego ciśnienia na wynik, najważniejsze było aby po prostu się spotkać, pojeździć, potem zabawić na afterze. Nawet w kwestii „trofeów” dla zwycięzców widać było pomysłowość, kreatywność i przede wszystkim luz: jak nie słoiki z musztardą to d.i.y. puchary z rur hydraulicznych. Ta luźna atmosfera udziela się na pewno wszystkim, nie tylko tym którzy biorą „czynny” udział w jamie. Nie ważne czy jesteś flatowcem, streetowcem, parkowcem, trailsowcem… Tutaj wszyscy są mile widziani, to takie „BMXowe święto” na które czeka się okrągły rok. Można powiedzieć, że Musztarda stała się też pewnego rodzaju marką. Powiesz „Musztarda” i każdy wie o co chodzi. Nawet nie zastanawiasz się dlaczego nazwa jest taka a nie inna. To bez znaczenia. Ważne jest to z czym się kojarzy, jak jest postrzegana, wspominana. Istotne jest także to, że za organizacją imprezy stoją osoby, którym po prostu zależy aby wszystko odbyło się tak jak należy. Wraca tutaj wspomniane wcześniej zdanie „nie ma Łowka, nie ma Musztarda”. Idąc o krok dalej można by powiedzieć: „Nie ma Musztarda, nie ma polski flatland”. Na pewno impreza ta spaja jakoś tę polską scenę pocierkową. Zdarzało się przecież, że był to jedyny flatowy jam w roku! Z drugiej strony mam wrażenie, że świadomość czegoś tak nieuchronnego jak Musztarda Jam co roku w lipcu lub sierpniu, trochę rozleniwiła flatowców. Pamiętam czasy gdy niemal przy każdych zawodach, nie ważne czy na parku czy dircie, pojawiało się pytanie o flat. Czy będzie jakiś contest, albo chociaż kawałek płaskiego aby pojeździć. Flat na Red Bull Busters, na Freestyle Contest we Wrocławiu, raz nawet na MTBMX w Milanówku… Z takich łączonych zawodów ostał się tylko PRL Jam. Samodzielnych imprez nie ma właściwie w ogóle. Kilka lat temu była próba stworzenia cyklicznego Hang 5 jamu w Bydgoszczy, potem jeszcze Maks (przed wyjazdem do Chin) próbował coś jednorazowo ogarnąć w Warszawie, czasem odbędzie się jakiś spontan jam w Trójmieście… Ogólnie jednak nastąpiła lekka posucha. Nie obwiniałbym jednak o to Musztardy. Taka już chyba obecna specyfika naszego rodzimego flatlandu, który przy tym całym boomie na BMXa w Polsce staje się coraz bardziej niszowy, pozostaje gdzieś w cieniu. Dzięki toruńskiemu jamowi przynajmniej raz w roku może z niego wyjść i pokazać się światu. Long live Musztarda!

motilium 20mg

Review

  • My First Parameter 5.0

User Rating

0 (0 Votes)

Summary

Score

author-avatar

This author has not supplied a bio yet.

1 Reply to "NIEDRUK: Master Musztarda Jam - 10 edycji."

Leave a reply

Your email address will not be published.