Master Musztarda Jam #11- relacja

Musztardo, Musztardo, Musztardo… Człowiek cały rok czekał, a Ty nas deszczem witasz? Niestety, wszystkie prognozy od paru dni przed jamem śpiewały jednym chórem – będzie padać! Każdy kto jechał był tego świadomy, albo się po prostu oszukiwał. Opady odwiedziły Szczekarzewo parę razy w ciągu dnia., a z imprezami plenerowymi jest jeden problem – są zależne od pogody. Każdy kto organizował cokolwiek musiał zmierzyć się z tym problemem, w końcu kto normalny by chciał się tułać kilka, kilkadziesiąt, kilkaset kilometrów, żeby stać i moknąć… Znalazła się jednak dosyć spora grupa bmxowych wariatów, którym to niestraszne.

img003

Po raz kolejny działka Parasia zmieniła się w miasteczko rowerowe. Ci co przyjechali na ostatnią chwilę, musieli się zadowolić gorszymi miejscówkami na namiot wśród kopców mrówek (całkiem spore skurczybyki) na uboczu. Jak w zeszłym roku, poza głównym punktem programu – Mistrzostwami Polski we Flatlandzie, odbyły się także zawody tej samej rangi, ale na mini ze spinem. W przerwy między ulewami, udało się rozegrać obie konkurencje. O pierwszej niewiele jestem w stanie napisać, bo ani się nie znam na flatlandzie, ani specjalnie ich nie oglądałem. Przepraszam, rozmowy towarzyskie mnie pochłonęły. Wiem tylko, że znowu Słowacy przyjechali i rozdali karty. Na szczęście tę drugą dane mi było zobaczyć od początku do końca.

img028

Nie lubię pisać o sztuczkach, ale taka ciekawostka – Oskiera, chcąc zrobić najzwyklejszego icepicka na subboxie, zabujało i skończył stojąc na górze na footjamie. W ten o to sposób Marcin zrobił najprawdopodobniej najbardziej szaloną akcję tamtego dnia, propsy! Poza tym utkwiły mi w pamięci jeszcze stylowe i wysokie loty Wicherka oraz wysoka flaira barspin na best tricku Dymka. Generalnie chłopaki dawali radę.

img029

Podczas najlepszej sztuczki, w oddali pojawiły widać czarne chmury i z każdym kolejnym bangerem nadchodziły coraz bliżej, a wiatr się zmagał. Zostaliśmy zmuszeni poukrywać się w namiotach i w mniejszych gronach cieszyć się swoim towarzystwem. Potem nastąpiło rozdanie nagród i tutaj kolejna ciekawostka z Oskierem w roli głownej – Pako, z którym przyjechałem, przez całą drogę narzekał jak to nie ma czasu na rower, dlatego tak bardzo chciał przyjechać na Master Musztardę, żeby pojeździć na tym czym lubi najbardziej, czyli na mini rampie. Historia skończyła się tak, że chłopak wyszedł na rower, a skończył jako Mistrz Polski (też był zaskoczony). Gratulujemy!

img027

Potem zaczęła się część taneczna, potocznie zwana afterem. Żeby zadowolić brać nietańczącą, stara gwardia z pomocą młodej, zagrała koncert muzyki gitarowej. Ponoć znalazł się wśród publiczności jakiś audiofil niepochlebnie wyrażający się o muzyce chłopaków („Obraża mnie to co gracie” czy jakoś tak), co prawie skończyło się agresywnym tłumaczeniem delikwentowi, w jak wielkim błędzie się znajduję. Ale to ponoć, nie było mnie przy tym, tak samo jak przy wielkim ognisku, które zakończyło ten długi wieczór…

IMG_6954

Jaki morał z tej opowieści? Taki, że spora grupa ludzi z kraju i nawet zagranicy, wcale nie okazała się tak szalona jakby się mogło wydawać na początku. W przypadku Musztardy, niesprzyjająca aura wcale nie zepsuła imprezy. Te wszystkie zmęczone twarze w niedziele rano i późniejszym rankiem niech będą potwierdzeniem. Dzięki ekipie Flame Land za zorganizowanie jednej z najlepszych imprez w Polsce! Do zobaczenia za rok!

P.S. A każdy kto nie widział psa pływającego w pionie niech żałuje. Jedna z najśmieszniejszych rzeczy jakie w życiu widziałem (dlaczego nikt tego nie nagrał?!).

Tekst Górek, zdjęcia Bubel. Analogowe wyszły jakieś takie rozmazane. Nikt nie wie dlaczego…

 

motilium induced lactation

Review

  • My First Parameter 5.0

User Rating

0 (0 Votes)

Summary

Score

author-avatar

This author has not supplied a bio yet.

No Replies to "Master Musztarda Jam #11- relacja"

    Leave a reply

    Your email address will not be published.