Co to ma być? Nie, czekaj… Ależ to spasiło!

Gdy zaczynałem jeździć zastałem już erę cyfrową- nie było już taśm, a nieudane ujęcia kasowało sie paroma kliknięciami. Elektronika taniała i powszedniała, więc siłą rzeczy chcieliśmy uwieczniać nasze wyczyny, bo było to banalnie proste. Prędzej czy później każdy z nas stawał przed zadaniem sklejenia filmiku aby pochwalić sie innym.
-Dobra, pokleiłem coś w movie makerze, ale trzeba dać muzyke! W takich filmach zawsze jest muzyka- najlepiej jakaś ciężka gitarowa albo szybka! Albo nie, spokojna, pasująca do wysokich lotów… ale przecież ja nie latam wysoko, robie ciężkie grindy… aaaa nie wiem!

Co ja tam teraz słucham zaraz czegoś poszukamy…

albo tyy…
a weź…
mi to złóż…
POD MUZYCZKE Z MACGYVERA!

Filmiki z pomysłem na siebie szybko stały kategorią której szukałem zaciekle. W zatrzęsieniu demówek które miały pokazać jedynie, że ktoś umie bara i tailwhipa był mały wartościowy ułamek, gdzie ktoś zadał sobie trudu, by to co w głośnikach pokrywało sie wydarzeniami na ekranie. I mimo ze zjawisko na pewno pojawiało sie już wcześniej, to ja zacząłem je monitorować od partu Mika AitkenaThats It.

https://www.youtube.com/watch?v=UIQazQB20-0
Ależ to spasiło!
Mam wrażenie że to przełamało lody. Jak mówiłem- wcześniej nie zwracałem na to uwagi ,ale pamiętam jakie poruszenie to wtedy wywołało. Wiele osób nie potrafiło tego przełknąć ,ale musieli to jakoś przeżyć- bo to wkońcu był Mikey. Aitkena wszyscy wtedy kochali, mógłby mieć part pod Anie Dąbrowską i uszło by mu to płazem 🙂

od tej pory ,mimo że nie byłeś Aitkenem, mogłeś mieć part pod Madonnę. Nie byłeś wtedy bezguściem tylko jajcarzem który nie traktuje jazdy śmiertelnie poważnie, tylko bawi sie nią.

Kolejnym zapadającym w pamięć partem w tym jajcarskim duchu jest Aaron RossOdyssey Electronical.


Ależ to spasiło!
Montaż pod obciachowy utwór nierozłącznie kojarzący sie z amerykańskimi, szkolnymi komediami dla młodzieży był wysoce ryzykowny. Ale ryzyko sie opłaciło. Dziś po latach  nie ma opcji żeby nawet wyobrazić sobie ten part pod coś innego niż utwór Toni Basil. Założę sie też, że gdy spytacie jaki był najlepszy part Rossa to wielu powie że Electronical. Mimo ze nie była to jego „życiówka” pod względem trikcków. „Siła muzyki“ jak mówi pewien slogan radiowy 🙂

Ale chyba największym zaskoczeniem dla mnie był part Edwina w Skavenger 2007. Filmy z wielkiego jabłka przyzwyczaiły nas raczej do podkładów hiphopowych czy wręcz brudnego rapu. Ja osobiście kręciłem wtedy nosem, ale to co sie działo na ekranie pozwalało przymknąć oko. No i nie oszukujmy sie- często rap pasował doskonale. Spójrzcie chociażby na part „friendsów“ z tego samego filmu poskładany pod „Gimme the Loot“- perfekcyjnie dopasowanie. Do tego tak charakterystyczne przebitki nagrywanych prosto z telewizora fragmentów programów tworzyło doskonałą mieszankę, która dosłownie wryła sie w świadomość bmxową tego okresu, a sposób montażu był naśladowany pod nazwą „jak w Animalach“.

Więc wyobraźcie sobie jakim strzałem w PYSK było gdy Edwin DeLaRosa wypier*ala sie w takt pierwszych nut „Bloodstains“ Agent Orange! Edwin był wtedy trzonem ekipy- „people havin memory loss, they don’t remember I’m the boss“– przecież to było obligatoryjne, że Edwin pojedzie swój part pod rapsy! A tu taki zonk…
Ależ to spasiło!


To było wejście! Mimo że cały part nie jest moim ulubionym, to:
ta gleba,
tego ridera,
pod ta muzyke
zdmuchnęła wtedy włosy z czachy. Jak temu Emmetu Brownu na chwile po zniknięciu DeLoreana 😀

Następny kawałek jest szczególny na wiele sposobów. W sumie nie wiem który jest ważniejszy.
Dan LaceyShook Over the Pond. Daamn nawet nie wiem jak zacząć. Może od tego, że mimo iż nigdy nie byłem fanem takiej jazdy part robił niesamowite wrażenie! Oglądałem jak zahipnotyzowany- a hipnotyzowała mnie muzyka. Lacey kosił tu straszliwie, lekko, mięciutko, to co sie dzieje w pierwszych dwóch minutach w ujęciach skateparkowych to była wtedy biblia. Każdy chciał tak „obskoczyć“ coping jak Lacey, a ostatnia akcja nie bez powodu była zwolniona. Wtedy to było coś. Tak- od tamtej pory wszyscy już podskakiwali na footjamie…
Wszystko było w akompaniamencie „Young folks. Bez tego to by nie było to samo. Jak to mówią „chcesz żeby był hit? wetknij gdzieś gwizdanie“. Wakacyjna, bżdąkająca melodyjka którą możesz puścić dziewczynie.
Ależ to spasiło!


Co ciekawe Young Folks przez moment było można usłyszeć w polskim radiu. I było to jakiś czas po ukazaniu sie Over the Pond. ciekawe czy sprzedanie muzyki do filmu dla garstki zapaleńców przyczyniło sie do tak szerokiego wypromowania utworu…
Ale zostaje jeszcze jedna sprawa- jaką kapsułą czasu jest ten part! Każdy fan dzisiejszego Dana Lacey- brytolskiego streetowego killera powinien to zobaczyć! Jakim cudem z tego emo dzieciaka obskaującego copingi stał sie taki uliczny harpgan? Przez pryzmat tego ten part jest złoty- co by było gdyby Lacey jeździł jak jeździł? Nie zmienił stylu? Czy zginał by w gąszczu innych copingowych podskakiwaczy których wtedy było na pęczki? Chyba jedyna podobnie szokująca metamorfoza to „uspokojenie sie“ naszego Zienta…

O właśnie- czas na krajowy „honorable mention”. Zient I jego słynne promo „Ok, f*ck it. I lied. I’ts drumm and base.What you gonna do?“. Cholera
ależ to wtedy spasiło!

https://www.youtube.com/watch?v=Zp6ro3iEzpA&t=16s

Pod muzyke! Sieka w uszach-sieka na ekanie. Mała promówka odcisnęła wtedy wielki ślad na lokalnej społeczności. nawet metale naginali wtedy do rytmu Pendulum w słuchawkach. Wszyscy- dosłownie wszyscy mieli wtedy mjuzik w uszach lub filmik w telefonie (ja nie miałem, miałem siemensa c35i, sorry Zient 😛 ) To wspaniały przykład jak te małe 20″ koła potrafią być ponad podziałami…

Ale ale kontunuując watek- Zient wtedy tak napierd**ał, że wrzucałem go do jednego wora z napisem „robotyka“ razem ze Scottim Cranmerem. Dla kogoś kto jest leszczem i ledwo uczy sie podstaw taki dysonans poznawczy był trudny do przełknięcia. Nagle obok staje koleś, który jeździ jak ludzie z Ameryki i wszystkie te kosmosy klei na zawołanie. Dlatego gdy Zient przystopował z robotyką zaczął czerpać przyjemność z jazdy w stylu „lotniczo-flybikesowym” było to dla mnie zaskakujące. Tak „mocne“ wtedy było to demo. Założe sie, że część ludzi dalej pamięta go przez pryzmat „drum and base“…

Ale moze idąc za ciosem, wspomniany Scotti i wspomniany montaż pod muzykę. Jego part w Sentenced to Life.
Daaamn!


Ależ to spasiło!
Mimo że nie jest to idealny cut pod muzyke na całej długości parta, to jednak pierwsze sceny nadają pewien rytm- mamy wrażenie, że gdy muzyka jest spokojniejsza, triki są spokojniejsze, chwila oddechu. Gdy wchodzi gitara- będzie sieka! Ogląda sie to cudownie. Trzeba też wspomnieć, że triki też są niczego sobie… Źle- jest to wyjątkowo oszczędnie powiedziane! Part uwalał wtedy łeb na wysokości kolan i broni sie po dziś dzień! po 12 latach! Patrzyło sie na to z niedowierzaniem, serio, nawet nie wiadomo jak zbetonowany streetowiec chylił czoła przed tym partem. Warto wspomnieć że NIGDY nie widziałem tego filmu w całości, a już po pierwszej projekcji zapamiętałem frazy Sentenced to Life i Final Broadcast na zawsze. (co za zlepek swoją drogą 🙂 ) Co ciekawe Final Broadcast nie jest jakimś wielkim hitem- ba, chyba nigdy nie zyskało żadnego rozgłosu. To tylko pokazuje jak dźwięk do pary z wizją może stworzyć coś co zapada w pamięć na zawsze.

A teraz przenieśmy sie w zupełnie inny zakątek świata. Na  wschód, do Rosji. Jak może już wiecie ekipa HHX ma u mnie specjalne miejsce. Odkrycie ich na przełomie pierwszego dziesięciolecia nowego milenium było wspaniałym powiewem świeżości w opozycji do wykazującej już symptomy zmanierowania jazdy „mainstreamowej“.
Mianowicie HHX Velociraptor, czyli bardzo zacne ruskie wideo w formacie dvd. Realizacja jest na najwyższym poziomie. Serio, za ten film należały sie wtedy pieniądze. Nie tylko jazda ,ale i montaż, muzyka, czy nawet takie detale jak fragmenty przedstawiania riderów wpływają na to, ze Velociraptor po dziś dzień okupuje niezachwiane miejsce w moim prywatnym top3. Chyba nie ma słabego partu w tym filmie- Mon pod Iron maiden, Digri pod Blondie… No i Gnom pod Jamesa Browna.


Ależ to spasiło!
Ksywa nie jest przypadkowa, Gnom o wzroście 160cm ma swoiste ADHD ,nigdy nie wiadomo kiedy strzeli bara, bo do wszystkiego „składa sie” w ten sam sposób- do wszelkich tricków musi robić mega pompe by nadrobić mikry wzrost. Do tego mamy Jamesa Browna, który nie wiadomo kiedy zacznie piszczeć lub krzyczeć w swoim charakterystycznym stylu. Razem tworzy to wspaniałą mieszankę która doskonale sie ogląda, jak jakieś przedstawienie którego dopełnieniem jest przygrywająca orkiestra.

Starałem sie dziś wam pokazać jak zgranie wizji i dźwieku może przynieść doskonałe rezultaty, powodując, że dany fragment ma podwójną siłę przebicia. Czasem nie musi być to harmonia jednego i drugiego- czasem wystarczy kontekst by nadać editowi żartobliwy ton i np. uratować part, na który nie mamy pomysłu lub źle go nagraliśmy nie planując sobie w trakcie nagrywek w głowie jak miałby wyglądać finalnie (polecam).  Gdy nie słuchasz jakiegoś  rodzaju muzyki ,a mimo to oglądasz film i przyznajesz
Kurde, ale to spasiło!
to chyba nie może być większej nagrody dla realizatora.

Temat wyjątkowo domaga sie feedbacku z waszej strony. Każdy ma jakiś part który męczył zawsze przed jazdą, bo wyjątkowo zgrało sie dopasowanie ridera, jazdy, montażu i muzyki.
Czekamy na wasze ulubione  Ależ to spasiło w komentarzach!

…i pomyśleć, że cały temat sprowokował ktoś w S&M-ie kto skleił part pod Darude-Sandstorm 🙂

Pozdrowienia
Matiz
w hiperłączach  tradycyjnie macie odnośniki „rozszerzonej rzeczywistości” hehe.

No Replies to "Co to ma być? Nie, czekaj... Ależ to spasiło!"

    Leave a reply

    Your email address will not be published.