„…a nie pisałem?”

Formuła idealnie pasująca do dzisiejszych dni, kiedy scena sprawia wrażenie przecierającej oczy. Oczy, które wydają się pozostawać dalej sklejone poranną ropą. Ledwie do mózgu przedostała się informacja o nastaniu nowego dnia, a już piszczymy, że to nastała rewolucja. Prawda o tym nowym dniu jest jednak bardziej złożona niż się wielu z nas wydaje. Fragmentów układanki tak zwanego BIZNESU jest całkiem sporo, a paru z Was na pewno te elementy pogubiło podczas zabawy. Pycha i zachłanność nigdy nie szły w parze z naszą zajawką. W małej ekipie, w której zaczynałem, nie było na to miejsca, bo jak można wysiudać brata? Z każdym dniem, miesiącem, rokiem, system wartości ulegał mutacjom, doprowadzając część sceny do pędu za czymś, czego tak naprawdę u nas niema. Sława, pieniądze… gdzie? Jak? Próbowali już w naszym kraju sprzedać wizerunek, rajdera popijającego szampana w limuzynie, wiozącej do luksusowego hotelu. Już wtedy było to ciężkie do przełknięcia, a próby zdisowania takiego modelu kariery, kończyły się zakręceniem kurka złotych monet dla królika. Cóż nie dziwie się, w końcu szkodziło to interesom. Biznes nie słucha ludzi, którzy głośno mówią jak wyobrażają sobie swoje środowisko. Wchodzi w każdy aspekt naszego życia i za pomocą pieniędzy udaje, że był tu od zawsze i to dzięki niemu to wszystko się napędzą. Autorytety? Są tylko przeszkodą w dążeniu do celu. Lepiej ich ignorować i tworzyć w koło siebie swoje własne środowisko, które będzie podążać za nimi. Chociaż autorytety też mają swoją cenę. Nie mówię tutaj o czymś nowym. Tak przez nas gloryfikowana amerykańska scena sama przeżyła wiele kryzysów spowodowanym oddaniem wpływów „wielmożnym panom”. Tylko dzięki poczuciu własnej wartości udało im się zachować przynajmniej cześć swojego świata taki jaki chcieli. Jak to zrobili? To proste – założyli biznes. Swój własny, na swoją modłę, ze swoimi zasadami. Dziś sami rozdają karty, i czasem wcale nie różnią się od typa w garniaku z ogromnym kalkulatorem. Tak, staram się Wam uświadomić, że niema nic lepszego jak działać samemu, a nie liczyć, że ktoś za nas zbuduje to wszystko. Dziś budowniczych w naszym kraju jest wielu, zastanawiam się czy starczy szpachli i cegieł na tej ogromnej budowie. Nie brakuje też tych, którzy hasłem „budujemy scenę” wycierają sobie mordę. Czekam na ręczniki, albo papier toaletowy, na półkach sklepowych z takim zdaniem. Pamiętajmy, że bumelant to dezerter z frontu walki o wspólną sprawę, a takich nie brakuje.

Ciekawi mnie bardzo, jak głęboko myślicie o tym co dzieje się wokół Was, czy dostrzegacie tylko to, co Wam się podtyka? Czy jesteście skłoni do głębszych refleksji? Czy naprawdę nie zdajecie sobie sprawy, że bardzo mało aspektów z naszej zajawki jest w rekach BMXowych rajderów? I właściwe co możemy z tym zrobić? Czy pisząc te słowa po raz kolejny królik nie zamyka sobie drzwi do świata pięknych reklam? Jaka jest cena konstruktywnej krytyki w naszym kraju. Wysoka, dla kogoś kto chce wyjść przed szereg i z własnej inicjatywy stworzyć coś dla wszystkich.
Chce zwrócić Waszą uwagę na bardzo prostą sprawę. Myślenie. Usłyszałem kiedyś stwierdzenie „Stary czym ty się przejmujesz, ludzie chcą jeździć, nie chcą zawracać sobie głowy myśleniem”. Dziś wiem że się mylił. Boże, jak się cieszę. Bo przecież, każdy kto zwiąże z tym swoje życie, musi w którymś momencie zatrzymać się i pomyśleć – po co? Dla kogo? Dlaczego?
Tak naprawdę dotykamy wierzchołka góry lodowej, która zaraz rozpieprzy nam naszego kochanego Titanica, a może już rozpieprzyła. Nie fixujmy się na jeden kiepski aspekt sprawy. Po skończonej jeździe usiądź i zastanów się, co chcesz od tego dwudziestocalowego cuda. Samo hejtowanie nie wystarczy. Sprawy muszą trafić w Wasze ręce.

Banak

motilium 2mg

Review

  • My First Parameter 5.0

User Rating

0 (0 Votes)

Summary

Score

author-avatar

This author has not supplied a bio yet.

No Replies to "„…a nie pisałem?”"

    Leave a reply

    Your email address will not be published.